Mapa strony  |  Kontakt    
AKTUALNOŚCI
OGŁOSZENIA
Dyrektor Liceum w Puszczykowie informuje o możliwości skorzystania z miejsc noclegowych w internacie przyszkolnym przez zorganizowane grupy młodzieżowe z opiekunem. Szczegóły w sekretariacie szkoły.

Wysokości opłat za wynajem pomieszczeń szkolnych więcej

PEDAGOG SZKOLNY
Jeśli jest coś, co Cię niepokoi, masz kłopoty, z którymi sam nie dajesz sobie rady lub wiesz o tym, że komuś dzieje się krzywda, napisz do Pedagoga szkolnego.
Opiekun skrzynki:
Monika Mrówczyńska-Kryszak

Powiat poznański

Z wymiany międzynarodowej z Węgrami…

2014-10-09

I dzień

Jestem właśnie na ulicy Janusza Korwina w Balatonalmadi na Węgrzech. Ale zanim się tu znalazłem, musiałem tu dotrzeć, a już podczas podróży wrażeń nie brakowało!

Planowaliśmy przyjechać o 20:00, żeby mieć jeszcze czas na rozmowę z gospodarzami, przyjechaliśmy jednak około 4:30, gdyż w pobliżu Kłodzka ( mniej więcej 40 km do granicy czeskiej) zepsuł nam się autobus. Czekaliśmy 7 godzin, aż przyjedzie kolejny z Poznania, ale nie był to czas stracony - o nie! Wszyscy rozmawialiśmy o życiu, o partnerach z wymiany…

Około 18:00 ruszyliśmy dalej. Następnie, jeszcze w Polsce, zjedliśmy obiad, który - powiem – dało się zjeść. Oczywiście dużo się przy tym naśmialiśmy, gdy Janek i Kacper zaczęli parodiować małżeństwo.

Już w Czechach pojawił się poważny problem - łączność... Bo jak tu poinformować rodziców, że jest się zdrowym, że wciąż się jedzie, gdy brakuje zasięgu bądź kasy na koncie? Ale jakoś daliśmy radę.

W Balatonfured byliśmy po czwartej i pojechaliśmy do domów naszych gospodarzy, zaczęliśmy się poznawać - niezwykłe uczucie... Potężne zderzenie z rzeczywistością - znasz angielski - to dobrze, jeśli nie - you're lost. Poruszyliśmy tak wiele niesamowitych historii i tematów, a to jeszcze nie koniec – to dopiero początek prawdziwej przygody!

II dzień

Dzisiejszy dzień – tj. niedzielę, spędziliśmy z rodzinami – ewentualny plan dnia tworzyliśmy sami. Rankiem poszedłem nad Balaton (Balaton Lake) z moim partnerem z wymiany (partner of exchange). Prześlicznie, woda była dosłownie biała! Wszędzie było mnóstwo wody. Wszędzie! Potem wróciłem z Adamem do domu i graliśmy w gry karciane - śmiechu było co niemiara.

Następnie skoczyliśmy do sklepu - nazwa: Penny Shop. Oj tak, śmiesznie się to wymawia. A poza tym - te ceny! Wow! 3000 forintów, 269 forintów, OMG! Wydaje się dużo, ale tak naprawdę jest to słaba waluta. Na szczęście! Nie wyobrażam sobie takich cen w Polsce…

Po zakupach pojechaliśmy do Dominika - przyjaciela Adama, który również bierze udział w wymianie. Po drodze spotkaliśmy Vivien i Izabelę i razem poszliśmy odwiedzić Dominika i Janka. Następnie – już całą szóstką ruszyliśmy nad Balaton (Balaton Lake), a kiedy zaczęło się ściemniać - wróciliśmy do domu Dominika. Tam zaczęliśmy grać w gry. Było bardzo wesoło. Rozstaliśmy się wszyscy około 20:30 i pojechałem z Adamem do jego domu.

III dzień

Dzisiejszy dzień to jedna wielka POWÓDŹ!

Kolejny raz mieliśmy do czynienia z wodą - tym razem w jednym z węgierskich rezerwatów przyrody. Ruszyliśmy spod szkoły, po drodze mijając drzewo, którego zielone owoce wielkości pomarańczy były czymś w rodzaju orzecha.

Gdy dotarliśmy już do rezerwatu, dowiedzieliśmy się, że idziemy do punktu widokowego. Wiele ścieżek było zalanych wodą, mnóstwo błota, ale jakoś dotarliśmy na szczyt i zobaczyliśmy okolicę. Przeszliśmy około 15 kilometrów w błocie, deszczu, przez krzaki, wytyczając nowe ścieżki i marząc o ciepłym posiłku, który był przygotowywany na dole.

Gdy tylko zeszliśmy z góry i mieliśmy zacząć jeść, zaczęło padać i padało przez około pół godziny. Schowaliśmy się wszyscy pod jakimś małym daszkiem. Gdy przestało, zaczęliśmy jeść coś w rodzaju gulaszu. Następnie wracaliśmy, oczywiście wciąż rozmawiając, żartując i śmiejąc się ze wszystkiego.

BYŁO CUDOWNIE!

IV dzień

Budapeszt... Niesamowite, magiczne miasto z wieloma przepięknymi budynkami - oczywiście zabytkami.

Byliśmy w największym parlamencie w Europie i trzecim największym na świecie! Brakowało słów, by opisać to miejsce po polsku, a co dopiero po angielsku! Ogromny przepych, mnóstwo witraży… Byliśmy również na czymś w rodzaju zamku, na który wjeżdżało się specjalną kolejką, ale oczywiście byliśmy ambitni i poszliśmy pieszo. A potem pojechaliśmy na Cytadelę.

W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że nasi partnerzy z wymiany z Węgier nazywają nas swoimi dziećmi. Dlaczego? Ponieważ łatwiej i szybciej jest powiedzieć : „Moje dziecko jest..." niż: „Mój partner z wymiany jest...". Dziecko po węgiersku -> baba. Można więc sobie wyobrazić, ile było przy tym śmiechu! Ponieważ mieszkam z Ádámem, mam swojego „tatę" (opa). i tu narzuca się pytanie - gdzie jest moja mama? No więc wybrałem sobie mamę, żeby mieć pełną rodzinkę. I tak - Vivien stała się moją „anya" - po węgiersku – mamą.

Nauczyłem się troszkę węgierskiego, ale o tym innym razem… I znów kupiłem coś dla mojej siostrzyczki, i coś dla reszty rodzinki.

Greatings from Hungary!

V dzień

W środę - żaglówki. Na samym początku zostaliśmy podzieleni na trzy grupy.

Żegluga po „węgierskim morzu” była cudowna! Przepiękna, błękitna woda, cudowne widoki… Nasza krypa pierwsza wypłynęła z portu. Nagle nasz kapitan zaproponował, że jeśli ktoś chce, może poprowadzić łódź po jeziorze, a on nas pokieruje. Byliśmy strasznie podekscytowani.

Oczywiście skorzystałem z tej propozycji – nawet dwukrotnie! To było niesamowite uczucie – i nasuwa się pytanie – co jest świetnego w sterowaniu łodzią? Otóż to, że nasza łajba była najszybsza spośród wszystkich trzech z naszej grupy. Nie mogłem nie wykorzystać tego faktu! Za przyzwoleniem kapitana zrobiłem kilka kółek na pełnej prędkości w pobliżu najpiękniejszych miejsc. Następnie przepłynęliśmy przez trasę, którą płyną promy z północy na południe Balatonu.

Gdy zawróciliśmy, również przejąłem ster. Znów zrobiłem kilka kółek, a następnie, za pośrednictwem jednej z naszych opiekunek, zapytałem załogę, co by chcieli – płynąć szybciej, wolniej, a może coś specjalnego? Poprosili o kółko – zrobiłem coś więcej – ósemkę! Po mnie przyszła zmienniczka.

Wróciliśmy do szkoły i mieliśmy czas wolny – poszliśmy do centrum handlowego, a następnie nad Balaton, żeby troszkę się popluskać. Gdy popołudnie stało się wieczorem, poszliśmy do domu Dominika. Zagraliśmy w węgierskie Monopoly po angielsku, a gdy się nam znudziło, nadszedł czas na… WĘGIERSKIE KALAMBURY!

Wróciłem do domu po 23:00. Było bosko!

VI dzień

Piątek… Jak dla mnie – dzień dosyć ciężki. Ostatni dzień naszej wymiany… Pojechaliśmy do szkoły – w planach była wycieczka rowerowa do pobliskiego Tichany’a. Niby wszystko pięknie, ale okazało się, że Iza dostała zepsuty rower – tylne koło było uszkodzone i ocierało o ramę. Zaproponowałem więc, że zamienię się rowerami, ponieważ mój był sprawny, a Iza nie powinna przemęczać nogi ze względu na niedawną kontuzję.

Było ciężko – większość siły traciłem na to, by koło, mimo tarcia o ramę, poruszało się dalej. Musiałem ciągle pedałować. Gdy w końcu dotarliśmy do Tichany’a, do klasztoru, byłem wykończony. Przy świątyni mieliśmy czas wolny i kupiłem troszkę pamiątek. Następnie rozpoczął się nasz powrót.

Hmmmm... Ponieważ rowerem nie mogłem już jechać, musiałem iść całą drogę pieszo. Na szczęście nie szedłem sam – towarzyszył mi pan Osowski. Dzięki niemu nie nudziłem się podczas powrotu – dyskutowaliśmy na temat wymiany. Gdy dotarliśmy wreszcie do Balatonfured, spotkałem Adama i Veronikę, którzy na mnie czekali. Byłem mile zaskoczony – nie zostawili mnie na pastwę losu. Razem z Adamem poszliśmy w stronę domu Vivien i tam – w czwórkę - wspólnie spędzaliśmy czas, grając, śpiewając i śmiejąc się.

Około 16:30 wyszliśmy z domu mojej „anya” i poszliśmy na Peron, na pożegnalną pizzę.

Po niecałych dwóch godzinach wszystkich zaczęło ogarniać znużenie – po zjedzeniu pizzy, nie każdego z nas satysfakcjonowało siedzenie w głośnym lokalu. Ale nie chcieliśmy jeszcze wracać, żeby się pakować! O nie! Poszliśmy ostatni raz nad Balaton… Nocą, wśród tych wszystkich świateł… Cudownie…

Mateusz Frankiewicz

© Liceum Ogólnokształcące w Puszczykowie im. Mikołaja Kopernika, ul. Kasprowicza 3, 62-041 Puszczykowo, tel./fax: 61 813 34 11